W zeszły piątek odbyliśmy długo wyczekiwaną wizytę na Uniwersytecie Medycznym. Jako, że zajęcia rozpoczynały się o 8, a autobus miałam o 7, oznaczało to, że pobudkę miałam w tym dniu przed 6. Nie zraziłam się tym, bo w końcu czekała nas wizyta w PROSEKTORIUM, czyli coś, co było jednym z moich marzeń (może to głupio brzmi, ale zawsze byłam ciekawa jak to wszystko tak naprawdę wygląda i w końcu miałam okazję się dowiedzieć).
Z niewielkimi problemami w końcu trafiłam na uczelnię, gdzie czekała już grupka osób z mojego kierunku. Kilka minut przed ósmą wszyscy ubrani w zielone fartuchy dumnie pomaszerowaliśmy pod wyznaczone drzwi.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wizyty w "muzeum", czyli korytarzu na którym ustawione były gabloty z różnymi preparatami. Potem przyszedł czas wejścia do tej specjalnej sali. Cóż, krótko mówiąc spodziewałam się czegoś innego - nikt nie zemdlał, zapach formaliny mi nie przeszkadzał, preparaty wyglądały zupełnie inaczej niż myślałam... Krótko mówiąc to nie jest tak jak w filmach, czy innych opowieściach.
Ale cóż wszystko co dobre, szybko się kończy - i wizyta i luzy na politechnice. Mamy już zapowiedziane pierwsze kolokwia - z matmy i dwa z chemii, a kto wie, czy to nie koniec. Trzeba będzie się przysiąść i ogarnąć w końcu wzory na pochodne z arcusami i liczby kwantowe, ale to chyba dopiero za tydzień ;))
PS. A Wy jak wspominacie swoje wycieczki studenckie?
PS.2 Od dzisiaj będę Was katować moją muzyką, czyli tym, co ostatnio siedzi w mojej głowie i nie może wyjść.
W tym tygodniu tą osobą jest Pan Zaucha ze swoim "Wymyśliłem Ciebie".
PS. A Wy jak wspominacie swoje wycieczki studenckie?
PS.2 Od dzisiaj będę Was katować moją muzyką, czyli tym, co ostatnio siedzi w mojej głowie i nie może wyjść.
W tym tygodniu tą osobą jest Pan Zaucha ze swoim "Wymyśliłem Ciebie".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz