środa, 25 grudnia 2013

Przedświąteczne kolokwia

Święta... W końcu mam chwilę czasu, by złapać oddech i napisać coś więcej o ostatnich wydarzeniach. Na początku jednak chciałabym wszystkim życzyć Spokojnych Świąt, spędzonych w gronie rodzinnym, spełnienia wszystkich marzeń, a studentom dobrze zdanej sesji. :)

Jak już wspomniałam, w końcu mam chwilę wolnego, bo w ostatnich tygodniach miałam niemałe urwanie głowy związane z kolokwiami. A było ich 3 - jedno z matematyki, a dwa z chemii. Pewnie powiecie, że to nie jest dużo, zwłaszcza, że były one rozłożone w czasie, ale dla mnie stres był niemały, gdyż to były moje pierwsze kolokwia na studiach.

Zacznijmy od matematyki. Kolokwium z granic, pochodnych i ekstremów nie sprawiło mi większych problemów. Zadania były typowe, a przykłady nie należały do tych z górnej półki poziomów trudności. O tym, że nie były one trudne świadczy dodatkowo mój dobry wynik: 15/15. Ocen na razie nie ma, ale przynajmniej nie straciłam punktów i mogę w spokoju przygotowywać się do kolejnego kolokwium, tym razem z całek.

Jako drugie było kolokwium z chemii. Z wykładów. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie - był test, składający się z 10 pytań, które nie ukrywając, niezbyt miło mnie zaskoczyły. Pomimo tygodnia spędzonego nad notatkami, z odpowiedzią na kilka pytań miałam nie lada problem. Co z tego wyniknie? Nie wiem. Wyników jeszcze nie znamy. Ale nie będzie tak dobrze jak z matematyką.

W ostatnim tygodniu przed świętami mieliśmy kolejne kolokwium z chemii - tym razem z ćwiczeń. Kilka zadań obliczeniowych, takich do rozwiązania. Wyników jednak także nie znamy, ale czuję, że poszło mi lepiej niż z wykładów.

A w tak zwanym międzyczasie, tydzień przed pierwszym kolokwium z chemii, mieliśmy wizytę Japończyków na wykładzie, którzy łamaną angielszczyzną próbowali nam przedstawić miejsce swojego pochodzenia, a poza tym częstowali nas zieloną herbatą, cukierkowymi grzybkami i próbowali zapisać nasze imiona swoim alfabetem :)

A ja jeszcze raz życzę Wam Wesołych Świąt!


No i oczywiście świąteczna nutka: 


czwartek, 19 grudnia 2013

Sympozjum Naukowo - Szkoleniowe Bio-Tech 2013, czyli jesteśmy w telewizji :)

Już teraz wiem, dlaczego na innych blogach notki pojawiają się tak rzadko. Miałam Wam opisać sympozjum, które miało miejsce prawie miesiąc temu. Miałam. I nawet zaczęłam. Ale wtedy zaczęły się też kolokwia i inne tego typu sprawy, które mi w tym przeszkodziły. Dlatego, żeby nie przeciągać, wrzucam to, co już powstało, a resztę może kiedyś dokładniej opiszę.

***
W zeszłą środę nasz kierunek miał okazję wzięcia udziału w specjalnym Sympozjum zorganizowanym dla studentów wszystkich roczników Inżynierii Biomedycznej. W związku z tym od godziny 9 do 13 zostały zorganizowane godziny rektorskie, a to oznacza, że przepadły nam laborki z elektrotechniki.

A tak wyglądał program Sympozjum:


Na początku został omówiony temat: Kierunki rozwoju robotyki medycznej. Mi osobiście bardzo ten temat przypadł do gustu. Robotyka to przyszłość medycyny, dlatego nie można przejść obok tego tematu obojętnie. Roboty będą nam towarzyszyć na salach operacyjnych, zastępować lekarza, ale także pomagać osobom niepełnosprawnym. 
Dodatkowym plusem jest to, że takie projekty będą realizowane w naszym mieście, co oznacza, że i w Polsce można dokonać czegoś wielkiego, a nie wyjeżdżać za granicę w celu zrealizowania swoich naukowych marzeń.
Tutaj macie linki do projektów, które będą wkrótce realizowane: http://www.mobot-project.eu/ http://www.remedi-project.eu/
A tutaj filmiki z tym, co już udało się dokonać:




Kolejna prezentacja dotyczyła embolizacji. Co jak co, ale pierwszy raz usłyszałam to słowo. Nie jest chyba jednak ze mną aż tak źle, bo nawet autokorekta go nie zna i podkreśla mi ten wyraz na czerwono. Dla niedouczonych, (tak jak ja ;)) cytuję definicję: "Embolizacja, czyli zamierzone zamknięcie światła naczynia tętniczego lub żylnego w celu leczniczym." W gruncie prezentacja dotyczyła różnych metod zamykania naczyń krwionośnych - od zaklejania ich drobnymi 'kuleczkami' do wprowadzania sprężynek. Ogólnie ma to doprowadzić do zamknięcia dopływu krwi np. do mięśniaka.
Na zakończenie Pan prowadzący powiedział coś w tym stylu, że w medycynie nie potrzebują skomplikowanych maszyn, które My wymyślamy, lecz drobne metody są najskuteczniejsze. Czyli totalne zaprzeczenie poprzednika. ;)
Ludzie po biolchemach byli zachwyceni tą prezentacją i uważali ją za najciekawszą. Ja choć też reprezentantka biolchemu uważałam pierwszy temat za ciekawszy. Dziwne, bo do tej pory wydawało mi się, że ciekawi mnie medycyna, a nie robotyka... Czyżby jakieś zmiany?

Następną prezentację wygłosił młody absolwent PW. Temat dotyczył jego pracy nad urządzeniem mającym doprowadzić do interakcji mózgu z komputerem. Dużo techniki, Dużo informatyki. Dla nas - ludzi zaczynających swoją przygodę z nauką wyższą, to nie do pomyślenia, żeby coś takiego wymyślić. A jednak.

Potem była przerwa, po której odbyły się kolejne trzy równie ciekawe wykłady, ale jak już wspomniałam - z braku czasu - na razie musi Wam wystarczyć tyle.

Następna notka będzie o moich pierwszych kolokwiach, a że już wkrótce przerwa świąteczna, możecie się jej spodziewać szybciej! :)



czwartek, 21 listopada 2013

Benvingut a Dissecció!

W zeszły piątek odbyliśmy długo wyczekiwaną wizytę na Uniwersytecie Medycznym. Jako, że zajęcia rozpoczynały się o 8, a autobus miałam o 7, oznaczało to, że pobudkę miałam w tym dniu przed 6. Nie zraziłam się tym, bo w końcu czekała nas wizyta w PROSEKTORIUM, czyli coś, co było jednym z moich marzeń (może to głupio brzmi, ale zawsze byłam ciekawa jak to wszystko tak naprawdę wygląda i w końcu miałam okazję się dowiedzieć).
Z niewielkimi problemami w końcu trafiłam na uczelnię, gdzie czekała już grupka osób z mojego kierunku. Kilka minut przed ósmą wszyscy ubrani w zielone fartuchy dumnie pomaszerowaliśmy pod wyznaczone drzwi. 
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wizyty w "muzeum", czyli korytarzu na którym ustawione były gabloty z różnymi preparatami. Potem przyszedł czas wejścia do tej specjalnej sali. Cóż, krótko mówiąc spodziewałam się czegoś innego - nikt nie zemdlał, zapach formaliny mi nie przeszkadzał, preparaty wyglądały zupełnie inaczej niż myślałam... Krótko mówiąc to nie jest tak jak w filmach, czy innych opowieściach.
Ale cóż wszystko co dobre, szybko się kończy - i wizyta i luzy na politechnice. Mamy już zapowiedziane pierwsze kolokwia - z matmy i dwa z chemii, a kto wie, czy to nie koniec. Trzeba będzie się przysiąść i ogarnąć w końcu wzory na pochodne z arcusami i liczby kwantowe, ale to chyba dopiero za tydzień ;))

PS. A Wy jak wspominacie swoje wycieczki studenckie?

PS.2 Od dzisiaj będę Was katować moją muzyką, czyli tym, co ostatnio siedzi w mojej głowie i nie może wyjść.
W tym tygodniu tą osobą jest Pan Zaucha ze swoim "Wymyśliłem Ciebie".


czwartek, 7 listopada 2013

Octubre

Miałam pisać regularnie. Miałam... Pierwsze tygodnie mijały z tygodnia na tydzień coraz szybciej. Za mną pierwsze wejściówki, oceny, zadania, które wypadały raz lepiej raz gorzej, ale cudów się nie spodziewałam. Ogólnie studiowanie IB mi się podoba. W końcu czuję, że uczę się tego, co chcę - matematyki, anatomii, projektowania. Żadnych historii i tego typu przedmiotów. Co będzie dalej? Nie wiem. Na razie jest dobrze, a żeby nadrobić zaległości spróbuję opisać, co działo się przez pierwszy na poszczególnych przedmiotach :)

Podstawy Informatyki
Jak sama nazwa mówi są to podstawy, w tym przypadku Excela. Proste obliczenia, wykresy, tabelki, raczej na poziomie liceum niż studiów. Jeśli ktoś miał w przeszłości styczność z tym programem, to nie powinien mieć problemu z zaliczeniem tego przedmiotu. Przynajmniej na początku tak się wydaje. Jak będzie dalej, będę pisała w kolejnych postach. W ogóle to z informatyki dostałam swoją pierwszą ocenę na studiach - 5, więc na te zajęcia chodzę z chęcią, zwłaszcza, że są to moje pierwsze zajęcia w tygodniu i mój mózg nie jest zmęczony niezbyt przyjemną elektrotechniką, ale o niej później.

Chemia fizyczna
Z chemią fizyczną jest już gorzej, chociaż jak do tej pory nie było żadnych zaliczeń, więc nie wiem, czy mogę tak mówić. Ale do rzeczy. Chemia fizyczna tak naprawdę jest to fizyka, tylko pod zmienioną nazwą ;). Na wykładach uczymy się tego, co było w liceum na lekcjach fizyki. Żadnych wzorów chemicznych, równań reakcji itp. rzeczy. Jedyne wzory, które mamy to te na obliczanie energii kwantu czy długości fali... Trochę mieliśmy też informacji o atomie, ale od strony fizycznej. Na ćwiczeniach jest już więcej chemii w chemii :), a to za sprawą referatów, które każdy student ma przygotować na tematy bardziej chemiczne, choć też nie czysto chemiczne, tylko np. o kosmetykach,  lekach i związkach wchodzących w ich skład.

Podstawy projektowania inżynierskiego
Przez pierwsze zajęcia poznawaliśmy teorię dotyczącą podstaw projektowania.. Zajęcia polegały na przepisywaniu z tablicy zdań, gdzie w co drugim pojawiało się wyrażenie 'proces projektu projektowania'. To samo na wykładach, jak my to nazywamy: 'przepisywanie książki'. W zasadzie nie wiem, o czym pisaliśmy w obu przypadkach i czym to się różniło, bo to wcale nie przydało się nam do wykonywania rysunków, co robiliśmy na ostatnich zajęciach ćwiczeniowych. Na nich też poznaliśmy ogólne zasady wykonywania tego typu rysunku, jakie robić odstępy, grubość linii itp. Jutro oddaję swój projekt i pewnie czeka mnie pierwsza ocena (zaliczenie?) z projektowania.

Podstawy elektrotechniki
Podstawy elektrotechniki to podstawy, w których podstaw brak. Ale zacznijmy od początku. Ogólnie zajęcia wydają się ciekawe - podłączanie kabelków; sprawdzanie, czy zapali się żarówka... W końcu jakieś urozmaicenie od ciągłego siedzenia w ławkach. Ale gdyby to tylko na tym polegało... Przed każdymi zajęciami jest wejściówka, na której mamy rozwiązać zadanie matematycznie, na podstawie własnego przygotowania w domu ze skryptu, w którym znajduje się sama teoria. A od nas wymagana jest umiejętność rozwiązywania zadań, o których ani słowa w skrypcie. Teoretycznie powinniśmy uczyć się o tym na ćwiczeniach, których nie mamy. Mamy za to wykłady. Mamy... dobre słowo. Na pięć zajęć mieliśmy dwa, a przepraszam trzy z inauguracyjnymi i jedne z inną osobą w ramach zastępstwa. Czyli tak naprawdę mieliśmy jeden właściwy wykład, z którego niewiele przydało nam się na ćwiczeniach, więc musimy uczyć się na nie sami...

Ochrona Własności Intelektualnej
Miałam taką piękną notatkę dla was o OWI, ale niestety się usunęła :(
A więc w skrócie - OWI to wynalazki, patenty itp. Czysta teoria, bo jak nikt chyba nie pali się do wynajdywania czegoś, ale kto tam wie, co nas czeka w przyszłości?

Ekologiczna Gospodarka Odpadami Medycznymi
Czyli nasz ulubiony wykład. Taka piękna, inteligencka nazwa, a tak naprawę jest to nauka o śmieciach. W życiu nie pomyślałabym, że tyle można się o tym uczyć, ale jak widać można. Czy wiedzieliście, że śmieci dzieli się na grupy i to na kilkanaście? Jeżeli chcecie poznać więcej informacji na ten temat, to zapraszam na Śmieci. Gdyby nie fakt, że na każdym wykładzie jest lista, to nie wiem, czy przychodziłoby wiele osób na wykład, który rozpoczyna się o 8 rano :).

Matematyka
Jeden z przyjemniejszych przedmiotów, przynajmniej dla mnie, bo dla ludzi po biolchemach, to niekoniecznie. Granice, pochodne... coś, co zawsze chciałam poznać i w końcu mam okazję. Tak naprawdę nie wydają się być trudne, trzeba tylko trochę przysiąść, a da się zrozumieć. Potem pewnie będzie gorzej, bo dojdą całki, ale to będę martwić się za miesiąc :).

Technologia Informacyjna
Jeżeli ktoś radzi sobie na Podstawach Informatyki, to tym bardziej poradzi sobie na Technologii. Tutaj robiliśmy bardzo proste ćwiczenia w Wordzie. Zmiana czcionki, wstawianie obrazka, i inne łatwe rzeczy jak w podstawówce czy gimnazjum :)). Teraz przeszliśmy do Excela. Jest ciut trudniej, ale tylko ciut, bo do każdego ćwiczenia są tak dokładne instrukcje, że nie trzeba się zbyt wiele wysilać, by coś zrobić. Z zaliczeniem nie powinno więc być większego problemu.

Podstawy anatomii
Czyli coś, czym pewnie większość osób kierowała się wybierając ten kierunek. Wbrew oczekiwaniom zajęcia nie są prowadzone na Uniwersytecie Medycznym i jak na razie nie zapowiada się, by coś się zmieniło w tej kwestii. Ćwiczeń nie ma. Są tylko wykłady, a te zaczęliśmy od jakże przez wszystkich lubianego układu nerwowego. Dużo informacji, o wiele za dużo jak dla mnie. Już teraz wiem, co czują studenci medycyny, a właściwie nie wiem, bo oni mają jeszcze więcej anatomii. Ja tymczasem czekam na inny układ i na możliwość polubienia tych zajęć :).

Mechanizm Zachowania i Sterowania Organizmem Ludzkim
Jak do tej pory mieliśmy tylko jedne zajęcia. Nie mogę więc zbyt wiele o nich powiedzieć. W sumie to mieliśmy na nich coś o pamięci, ale więcej powiem w następnym poście.

I tym sposobem dobrnęliśmy do końca miesiąca. Jeżeli macie jakieś pytania, piszcie śmiało w komentarzach. Postaram się na wszystkie odpowiedzieć.
A na razie, Adéu!


środa, 9 października 2013

Pierwszy tydzień zleciał w mgnieniu oka, nawet nie miałam czasu podzielić się z Wami moimi pierwszymi wrażeniami, ale w końcu jestem i postaram się to wszystko nadrobić.

1 października
Nasza wspaniała uczelnia zarządziła, że w tym roku rozpoczęcie odbędzie się w środę, a we wtorek będą nowmalne zajęcia. Trochę dziwnie, ale trzeba było to zaakceptować.
Moimi pierwszymi zajęciami były podstawy informatyki na 8. piętrze. Ja jak zwykle dobrze zorientowana poszłam tam schodami, choć uczelnia jest zaopatrzona w kilka wind :). No ale ok, jakoś dotarłam pod wyznaczoną salę, gdzie stało już kilka osób. Wykładowca tradycyjnie przyszedł 15 po, co oznacza, że nie musiałam się tak śpieszyć. Na szczęście zajęcia skończyły się wcześniej niż planowano, więc miałam 2 godziny przerwy.
O 15 rozpoczął się mój pierwszy wykład z chemii fizycznej. Młoda pani doktor inżynier chciała nas przestraszyć wejściówką, ale na szczęście tylko przestraszyć, bo do niczego nie doszło i zajęcia skończyliśmy po niecałej godzinie bez ćwiczeń. Dzięki temu udało się naszej grupie dołączyć do drugiej, która w tym czasie miała podstawy projektowania inżynierskiego, na których dowiedziałam się, że muszę kupić 30 cm linijkę i dobry cyrkiel. Zajęcia tradycyjnie skończyły się przed czasem, a ja mogłam cieszyć się z pierwszego wolnego wieczoru.

2 października
Dzień drugi, to dzień, który upłynął pod znakiem inauguracji, a raczej immatrykulacji, bo tak to się  fachowo nazywa. W tym dniu mieliśmy godziny rektorskie, więc przepadły mi laborki z elektrotechniki i ćwiczenia z matmy.
O 10 na jednej z auli rozpoczęła się cała uroczystość wydziałowa. Początkowo tradycyjnie przemawiały różne ważne osoby i zostały wręczone wyróżnienia wykładowcom i studentów za ich osiągnięcia, a także indeksy trzem osobom z każdego kierunku. Ja na swój musiałam poczekać do godziny 12, kiedy to rozdawano je wszystkim studentom inżynierii biomedycznej oraz mechaniki i budowy maszyn. Wraz z indeksem otrzymałam legitymację i wtedy naprawdę poczułam, że jestem studentką.
Jednak wszystko co dobre szybko się kończy i o godzinie 16 rozpoczął się wykład z podstaw elektrotechniki, na którym dowiedziałam się m.in. co to jest prąd elektryczny czy napięcie.
Później czekał mnie kolejny wykład, tym razem z Ochrony Własności Intelektualnej. Od samego początku ciekawiło mnie, o czym będą te zajęcia. Jak się okazało chodzi tu przede wszystkim o różnego rodzaju patenty i inne sposoby zabezpieczania swoich wynalazków. Miły pan oczekiwał od nas, że już coś wynaleźliśmy, jak jego dawni studenci, którzy teraz robią międzynarodową karierę. Jeden z nich np. wymyślił nowoczesne amortyzatory do rowerów, a tylko dlatego, że sam interesował się kolarstwem.

3 października
Czwartek to dzień wykładów, przynajmniej na moim kierunku. Dzień rozpoczęłam najwcześniej jak dotychczas, bo o godzinie 8. Pierwsze zajęcia - Ekologiczna Gospodarka Odpadami Medycznymi. Nazwa niezbyt zachęcająca i chyba nie będą to moje ulubione zajęcia, choć z drugiej strony chyba lepsze to od elektrotechniki, ale nie wiem, przekonamy się.
Kolejny wykład to długo oczekiwana przeze mnie matematyka. Na dzień dobry - granice ciągu, o których większość osób nie miała zielonego pojęcia. Pani doktor od razu przeszła do tłumaczenia teorii i przykładów, które nie były takie trudne jak mogłoby się wydawać i mam nadzieję, że tak pozostanie.
Bezpośrednio po matematyce rozpoczęła się technologia informacyjna, która niewiele różni się od podstaw informatyki, chyba tylko wykładowcą, bo w programie zajęć mamy mieć excela itp.
Następnie miałam dwie godziny przerwy, po których rozpoczął się wykład z Podstaw Informatyki, na których poznaliśmy historię komputerów itp. rzeczy, których na szczęście nie będzie na egzaminie.

4 pażdziernika
Wolne, wolne, wolne!!! Na piątek zaplanowano inaugurację uczelnianą, a tym samym dni rektorskie. Przepadły mi więc zajęcia z anatomii, ale to nic, jeszcze zdążę się nacieszyć tymi zajęciami. A tymczasem cieszę się, że mogę wcześniej wrócić do mojego domku, do którego już się trochę stęskniłam. :)

sobota, 24 sierpnia 2013

Vacances... Jeszcze miesiąc!

Wakacje to jest taki czas, gdy się nic człowiekowi nie chce, a zwłaszcza przyszłemu studentowi, który ma świadomość, że to jego ostatni miesiąc miesiące jego beztroskiego życia. A jeśli dochodzą do tego takie upały jak w ostatnim czasie, to chyba każdy przyzna mi rację. 

Nawet nową notkę próbuje dodać od miesiąca... No dobra, koniec mojego narzekania, więc przejdźmy do rzeczy. Wszyscy pewnie oczekują informacji na temat mojego przyszłostudenckiego życia. W tym przypadku niewiele się ostatnio wydarzyło. No może poza faktem, że złożyłam papiery na akademik, ale co to za trudność zanieść wypełniony druczek do siedziby DS1? Pięć minut wizyty i wszystko załatwione. Teraz tylko czekać na listy przyjętych.

Co poza tym? Inne uczelnie przypomniały sobie, że nie chcę być ich studentką i w ostatnim czasie kilkukrotnie otwierałam koperty, w których środku znajdowałam podobne do siebie listy.

No to chyba tyle wydarzyło się w ostatnim miesiącu, nie za dużo, ale zawsze coś :). Pozostał mi jeszcze jeden, po którym chyba będę częściej tu zaglądać. A na razie, Adéu!


czwartek, 11 lipca 2013

Kto nie ma w nogach, ten kupuje białą teczkę... Czyli krótka historia wczorajszej podróży

Pierwszą wizytę na uczelni mam już za sobą. Wszystko odbyło się sprawnie, choć nie bez drobnych komplikacji. Ale zacznijmy od początku.

Przygotowania do podróży zaczęłam już wczoraj wizytą u notariusza. Pani notariusz (a właściwie jej assytent) wszystko ładnie mi skserował, podbił i w ogóle zrobił wszystko tak, bym mogła dzisiaj bez problemów dostarczyć dokumenty na uczelnię.

Właściwa podróż rozpoczęła się dzisiaj rano. Pobudka 7:00, szybkie śniadanie, zabranie wszystkich niezbędnych rzeczy i ok. 8:00 już znajdowałam się w samochodzie jadącym do miasta moich studiów. Początek podróży przebiegał spokojnie, aż do czasu zaczęcia przeglądania dokumentów. Chciałam sobie jeszcze ostatni raz popatrzeć na moje świadectwo, aż tu nagle zobaczyłam, że mam ze sobą tylko jeden czerwony papierek. Zaczęłam panikować - przecież bez dowodu wpłaty nikt mnie nie przyjmie. 60 kilometrów przejechanych na darmo... Przecież nikt się już teraz nie zawróci.

Ale trudno, skoro już byłam pod Lublinem to stwierdziłam, że spróbuję, może coś uda mi się załatwić. Moim pierwszym celem była przychodnia na ulicy Langiewicza, w której miałam zrobić badania. Wsiadłam więc do autobusu, by dotrzeć to tego szpitala. Po drodze zahaczyłam pocztę, by dokonać tej nieszczęsnej opłaty i ostatecznie zanieść jeden z dowodów wpłaty, mając nadzieje, że to wystarczy.

Następnie zaczęłam szukać przychodni. Długo nie musiałam szukać, gorzej było ze znalezieniem pokoju (ciemne, puste korytarze, aż dziwne, że ktoś tam pracuje :)). No, ale i on wkrótce się odnalazł. Pokój numer 101 znajdował się na drugim piętrze. Nie było tam żadnej kolejki, więc postanowiłam zapukać. Wyjaśniłam recepcjonistce cel mojej podróży, ale ona ze smutkiem w oczach (chociaż tego dokładnie nie wiem, czy było jej aż tak przykro) poinformowała mnie, że przyszłam za późno. Na nic zdałby się moje prośby i wyjaśnienia, że przyjeżdżam z daleka specjalnie do niej. Nie przyjęła mnie, bo mieli już za dużo chętnych. Podziękowałam jej i wyszłam.

Byłam zła, że kolejna sprawa nie układa się po mojej myśli. No ale cóż mówi się trudno i idzie się dalej. W Lublinie przecież były jeszcze dwie inne przychodnie. Najbliżej mojego aktualnego miejsca pobytu był Zakład na ulicy Nałęczowskiej. Próbowałam się do niego dodzwonić, ale numer podany na stronie okazał się numerem typu "nie ma takiego numeru". Pozostała mi więc kolejna podróż autobusem.

Po wejściu do przychodni, od razu zobaczyłam rejestrację. Ku mojemu zdziwieniu nie było nikogo przy okienku, więc podeszłam do niego. Pani w rejestracji zapisała mnie i wskazała drogę do pokojów 10, 11 i 12. Gdy skręciłam w lewo moim oczom ukazała się kilkunastometrowa kolejka. Miałam nadzieję, że ci wszyscy oczekujący nie są przyszłymi studentami i po chwili będę mogła wejść na wizytę. Niestety moje przeczucia okazały się prawdziwe, więc potulnie stanęłam na końcu kolejki.

Po kilku godzinach oczekiwania, w końcu przyszła moja kolej. Pani doktor przeprowadziła ze mną krótki wywiad, zapytała o wzrost, wagę i tym podobne rzeczy i kazała udać się do pokoju 101. Gdy weszłam na piętro kolejka nie była wcale mniejsza, ale tam przynajmniej mogłam sobie usiąść. Na szczęście okazało się, że nie wszyscy czekają na wizytę u okulisty i po chwili weszłam do gabinetu. Tam standardowo sprawdzono, czy potrafię przeczytać te miniaturowe literki z tablicy, a następnie to, czy prawidłowo rozpoznaję barwy, odgadując jaka liczba została zaszyfrowana w mozaice czerwono-zielonych kropek. Wszystko zrobiłam prawidłowo, więc czekała mnie ponowna podróż na parter, tym razem do pokoju nr 3. Tam na szczęście nie  było nikogo przede mną, usiałam poczekać jedynie na przyjście pani doktor. Po krótkim oczekiwaniu przyszła i dokonała ostatniej części badania - zmierzyła mi ciśnienie, sprawdziła czy prawidłowo oddycham itp., a następnie powiedziała, że to już koniec wizyty. Podziękowałam jej i uradowana, że to już koniec wyszłam z przychodni.

Przede mną była już ta najbardziej oczekiwana wizyta - wizyta na uczelni. Żeby tam się dostać po raz kolejny musiałam pójść na przystanek. Tam znalazłam bezpośrednie połączenie z politechniką, na które jednak musiałam czekać ponad dwadzieścia minut. Trochę długo, no ale cóż miałam zrobić, czekałam. Po wyjściu z autobusu moim oczom ukazały się wielkie budynki - tak, to musiała być politechnika. Teraz tylko znaleźć budynek numer 36 . Niedługo musiałam się rozglądać, by go znaleźć. Gdy do niego podeszłam zobaczyłam listy kandydatów przyjętych na różne kierunki wydziału mechanicznego. Nie wyobrażacie sobie nawet jakie to uczucie zobaczyć swoje nazwisko wśród tych 90 przyjętych, a nie oczekujących, czy odrzuconych. Długo się jednak nie zatrzymywałam, bo nie chciałam tracić czasu. 

Po wejściu do środka, moim oczom ukazały się wielkie korytarze. Na szczęście droga do pokoju 101 była oznaczona, więc udałam się na piętro. Podczas wchodzenia po schodach zobaczyłam informację, że przyjmowanie dokumentów odbywa się do godziny 14. Spojrzałam na zegarek i która była? 14:05... "Super..." - pomyślałam sobie, ale weszłam na górę, w końcu skoro już byłam tak blisko, nie mogłam zrezygnować. Tam ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam, że drzwi były otwarte, więc do nich podeszłam. Tam niezwykle miły pan powiedział, że tak, wprawdzie zapisy miały być do 14:00, ale jeszcze nie wychodzą. Już miałam więc wchodzić do tego pokoju, jednak ten sam mężczyzna zatrzymał mnie i powiedział, że żeby złożyć dokumenty muszę mieć białą teczkę. Skąd ja teraz mu wytrzasnę białą teczkę? Pomyślałam. No ale cóż... Szybko wybiegłam z uczelni w poszukiwaniu sklepu z białą teczką. Dookoła jednak były same restauracje typu fast-food. Szłam więc dalej, a kilka budynków dalej zobaczyłam napis "Sklep Papierniczy". Zaczęłam jeszcze szybciej biec w tamtą stronę i kupiłam upragnioną białą teczkę A4, zawiązywaną na sznureczek.

Uspokojona wracałam na politechnikę z dwiema teczkami. Przed pokojem zobaczyłam listę wymaganych dokumentów, więc zaczęłam wkładać je do białej teczki. Zdziwiłam się, gdy okazało się, że nie potrzeba ani dowodu wpłaty, ani nawet świadectwa ukończenia szkoły. Cały ranek denerwowałam się, że tego nie wzięłam, a oni nawet tego nie chcieli... Przecież, co innego było na stronie... Jednak wszystko się dobrze skończyło, bo w końcu ja tego nie miałam. :)

Gdy już wszystko sobie przygotowałam, weszłam do pokoju. Tam podałam panu teczkę, a on ją podpisał. Nawet nie chciał sprawdzać zgodności z oryginałem, ale to już nie moja sprawa. Długo tam nie siedziałam, nawet nie wiem czy byłam tam pięć minut. Podziękowałam więc panu i wyszłam. Koniec. Wszystko się udało! Pozostała mi już tylko podróż powrotna do domu, podczas której nie było już żadnych komplikacji.

To był długi dzień pełen skrajnych emocji. Ostatecznie wszystko się udało i pozostaje mi czekać na ostateczną listę przyjętych. Ale to już później. Adéu!


PS. Nie zdziwcie się określeniami wczoraj, dzisiaj. Ten tekst zaczęłam pisać już wczoraj i nie chciało mi się go zmieniać :)

PS2. Aha, no i planuję zmianę wyglądu bloga, mam nadzieję, że Wam się spodoba!

środa, 10 lipca 2013

Padnięta, ale szczęśliwa

Hej Wszystkim!

Przepraszam, że dopiero dzisiaj, ale za mną tyle emocji, że po prostu nie byłam w stanie nic dodać.

Właśnie wróciłam z uczelni. Pierwszy kontakt z wydziałem uważam za zaliczony. Oczywiście nie odbyło się bez komplikacji, ale o nich więcej jutro, bo teraz jestem padnięta. 12 godzin na nogach, to zdecydowanie za dużo. Ale na szczęście wszystko się udało.

Jak już mówiłam, jutro czeka Was obszerna relacja z mojej podróży. Tak więc do jutra!

Adéu!

PS. Czy ktoś w ogóle czyta moją relację? A może są tu jacyś studenci IB? Odezwijcie się w komentarzach, proszę!

poniedziałek, 8 lipca 2013

Ocórrió, czyli stało się!

Dokładnie 12 godzin temu ujrzałam na ekranie komputera wymarzony komunikat - "Kandydat zakwalifikowany do przyjęcia".

Nie, nie czuje się jeszcze studentem, ale to miłe uczucie, gdy wiesz, że nie musisz się po raz kolejny denerwować w oczekiwaniu na wyniki kolejnej tury. Już za długo się naczekałam na pierwszą, 10 dni to stanowczo za dużo ;).

Wiem, że to dopiero początek dłuższej przygody, mam nadzieję, że miłej. Za kilka dni czeka mnie składanie papierów i pierwszy kontakt z politechniką. Hmm... Już nie mogę się doczekać. Może wtedy poczuję, że wkraczam w dorosły świat? Nie wiem. Zobaczymy, mam nadzieję, że będziecie ze mną.

No to chyba na dzisiaj wystarczy. Do jutra!

PS. Nie powiedziałam Wam najważniejszego, że zostałam studentką Inżynierii Biomedycznej!!! Adéu!